Oglądaj "19+" w Playerze: https://player.pl/playerplus/seriale-online/19--odcinki,4814/odcinek-674,S08E674,223510Subskrybuj kanał TVN7: https://www.youtube.c WPROST.pl: Najnowsze wiadomości, najświeższe informacje, najciekawsze komentarze i opinie. Polska i świat, polityka, historia, biznes, kultura, Tygodnik Wprost Resumen libro "Historia de la Música", Magda Polo. Historia del Arte Universitat de Barcelona (UB) 5 pag. Document shared on docsity. Música en la Antigüedad. En la Prehistoria y en las primeras civilizaciones, la música ya ocupaba su lugar, pero fue en Grecia donde empezó a adquirir una gran importancia. Vay Nhanh Fast Money. Złość dziecka to temat rzeka. Wszyscy nosimy w sobie historie z naszymi rozzłoszczonymi maluchami w tle. Niektórych wolałybyśmy nie pamiętać wcale, bo przyprawiają nas o dreszcze. Inne po czasie zaczynają wydawać się nam zabawne, ale w ogniu nie było nam zbyt wesoło. Niektóre z nas chętnie dzielą się tymi historiami ze znajomymi lub rodziną, bo to pozwala nam odreagować. Inne chowają je głęboko w sobie, bo uważają, że takie źle zachowujące się dziecko to w pewnym sensie ich porażka. Wielu z nas wdrukowano myślenie, że emocji należy się wstydzić. Że należy ukrywać, że… dzieci są dziećmi. Utwierdzamy się w tym, oglądając na Instagramie idealne, ułożone, zawsze pogodne i skore do współpracy dzieci innych kobiet (a uwierz mi, można tam wykreować, co tylko się chce). Ponormalizujmy złość: swoją i dziecięcą. Właśnie wyszedł kurs online przygotowany przez dr Jagodę Sikorę – psycholożkę, specjalistkę metody Self-Reg: „Złość dziecka i rodzica. Self-regulation w praktyce”. Kurs, który da Ci rozwiązania, strategie i wsparcie w złości Twojej i Twojego dziecka. Chcesz popracować nad złością? Możesz do niego dołączyć do 31 marca 2021 do północy. Już ponad 200 rodziców kupiło dostęp do kursu! Zebrałam od znajomych mam historie o tym, co złości je dzieci, i, chociaż na początku podchodziły do dzielenia się nimi z rezerwą, rozkręciły się tak mocno, że trudno im było przestać. Niektóre się śmiały, opowiadając o złości swojego dziecka – i to też normalne. Zresztą podczas webinaru o złości, który prowadziłyśmy z Jagodą na żywo, padło związane z tym pytanie od pewnego taty na czacie: Więc jeśli zdarza Ci się, że Twoje dziecko zaczyna wpadać w galopującą złość, a Ty zamiast wspiąć się na wyżyny empatii, masz ochotę parsknąć gromkim śmiechem, to wiedz, że przydarza się to nie tylko Tobie 🙂 Każde dziecko może wpaść w złość z pozornie błahych (dla nas, dorosłych) powodów, bo ma jeszcze niedojrzały układ nerwowy. Nie warto się z tego powodu wstydzić, zadręczać ani biczować. Najlepsze, co możesz zrobić, to nauczyć się dawać swojemu dziecku wsparcie i razem pracować nad wyrażaniem złości przez niego (i przez siebie). A oto historie: Ania, mama trzylatka: U mnie teraz króluje walka o bycie na parterze/na piętrze – młody ma pokój na piętrze, a salon, gdzie też ma jakieś zabawki, jest na dole. Kiedy jesteśmy na dole, to wpada w szał, że musi do swojego pokoju, a jak jesteśmy na górze to, że musi na dół. Potrafi zmienić zdanie w połowie schodów, ku uciesze ciężarnej matki krążącej za nim góra-dół. Aaaa! Katarzyna, mama dwójki: U mnie ostatnio trwa festiwal wrzasko-pisków z powodu… skorpionów i pająków. Moje dziecko cały czas chce: a) narysować skorpiona/pająka!b) wyciąć skorpiona/pająka!c) go skleeeeiiiiić!Ciągle dopytuje: “Ale narysujemy tego skorpiona/pająka czy nie?!”A gdy odmówię, bo po prostu nie chce mi się tego robić, to mamy festiwal złości w pełnej krasie. Czyli scenariusz pt. zleca chłop jasne zadania, a tu zleceniobiorca się leni. [Kto nie przeżył historii, ale jak to: tego banana, co chciałem go rozkroić, to jednak nie da się przykleić z powrotem?!”]Anna, mama dwulatka: Mały ma teraz fazę na dyrygowanie wszystkimi, czyli mówi, co kto ma robić albo o co go pytać itd. Więc chodzi np. za mną i mówi „Mama, Bartu jest krówka. Mama pyta, a czy Ty umiesz muczeć???”. No więc pytam: „Czy Ty umiesz muczeć krówko?”. On muczy, po czym powtarza, że mam go tak pytać… z jakieś 200 razy. Po setnym ja się poddaję i przestaję reagować i wtedy jest dziki szał, że mama go nie pyta, czy umie muczeć Karolina, mama czterolatki: młoda ostatnio zwabiła mnie do Smyka, bo akurat byłyśmy w galerii handlowej i zobaczyła sklep. Zapytała grzecznie, czy możemy wejść i popatrzeć. Pomyślałam, że czemu nie, to nasz wspólny czas, ona tak samo może mieć ochotę załatwić swoje sprawy, co ja moje. I weszłyśmy. I tutaj zaczął się rozgrywać docelowy horror. Z miejsca doskoczyła do półek z My Little Pony, złapała kawałek plastikowego konia za ponad 100 zł i oznajmiła, że bez niego nie wyjdziemy. Wzięła mnie kompletnie z zaskoczenia tą nagłą zmianą frontu. Przez dłuższą chwilę sytuacja była rozwojowa, kucałam przy niej, tłumaczyłam, prosiłam, przy okazji czując, że we mnie już zaczyna się „gotować” moja własna złość. Po kliku minutach bez zmian, postanowiłam zdecydowanym ruchem zabrać jej zabawkę z ręki. Napotkałam opór i dużo siły i to, co stało się chwilę później, zaskoczyło mnie pomimo tych kilku lat macierzyństwa na karku. Młoda zaczęła krzyczeć i histerycznie płakać. Najgorsze jednak było to, że przy próbie wzięcia jej na ręce, wyrywała mi się z tak olbrzymią siłą, że autentycznie nie zdołałam jej chwycić. To było jak próba utrzymania wijącej się ryby w rękach. Dałam jej więc przestrzeń i dopiero, jak chwilę ochłonęła i się uspokoiła, zdołałam ją wynieść ze sklepu, przy akompaniamencie spojrzeń innych klientów i ochroniarza. Bardzo stresująca i druzgocąca dla nas obu sytuacja. Magda, mama czterolatki: W tamtym tygodniu moja córka i jej tato bawili się ciastoliną. Ona zrobiła jakąś gwiazdę, której tato przypadkiem przygniótł ramię. H. wpadła w taki szał, że z 30 min płakała, nie mogliśmy jej uspokoić. Żadne próby naprawienia nie pomogły. Najgorzej było, tato próbował się odezwać. Totalnie piekło. Ja nie jestem do tego przyzwyczajona, bo H. zwykle aż tak intensywnie nie reaguje. Generalnie, patrząc z szerszej perspektywy, złożyło się na to dużo czynników: ostatnio więcej pracowałam, córka była przeziębiona i cała mieszanka spowodowała tę jazdę bez trzymanki. Alicja, mama trzylatki i dwulatka: U mnie to ciężko stwierdzić, co przy mojej córce NIE powoduje histerii. Mam wrażenie, że ostatnio każda najmniejsza rzecz jest zapalnikiem do wybuchu bomby, a córka wręcz szuka powodów do ataku złości. Ja zamknęłam drzwi od domu, a ona chciała? Płacz i awantura. Odstawiłam jej kubek i szczoteczkę o kilka cm dalej, niż było? Płacz i awantura. Za głośno kichnęłam? DRAMAT na maksa. Jej drażliwość mnie wykańcza, mam wrażenie, że zaczynam chodzić wokół niej na paluszkach. A tu jeszcze syn zaczyna uderzać w podobne tony. Olga, mama kilkulatka: Najgorszym, najbardziej stresującym dla mnie przeżyciem, był atak złości mojego dziecka kiedyś pod sklepem. Nakręcił się tak bardzo, że zaczął „rzucać się po chodniku”, położył się na ziemi, jego ciało było w szale, bałam się, że uderzy głową o twardy beton i zrobi sobie krzywdę. Nie pomagało, że trzymałam w chuście jego maleńkiego brata. Obcy ludzie zaczęli do nas podchodzić, bo myśleli, że syn ma jakiś atak i dopiero pod wpływem zainteresowania obcych osób, zaczął dochodzić do siebie. Marta, mama nastolatków: Faktycznie jest tak, że pewne historie śmieszą po czasie. Nie było mi do śmiechu, jak wiele lat temu mój, kilkuletni wówczas syn wpadł z jakiegoś powodu w szał podczas rodzinnej uroczystości komunijnej w pewnym uroczym zajeździe. Postanowił tę złość znienacka wyładować na mnie i z jakąś niewyobrażalną jak na niego siłą wepchnął mnie do baseniku z wodą w ogrodzie zajazdu, obok którego to baseniku akurat stałam i pałaszowałam tort. Absolutnie nie było mi do śmiechu, gdy w sekundę moja elegancka sukienka zamieniła się w talerz do tortu, a moje ułożone włosy we fryzurę na „mokrą włoszkę”. Zofia, mama trzylatki i siedmiolatka: Okropna historia z Rossmannem w tle. Młoda wpadła w szał z powodu braku mojej zgody na zakup jakiegoś drogiego kawałka plastiku. Wywaliła mydła z półek. Zaczęła przede mną uciekać. Wmieszała się w tłum czekający do kasy, więc musiałam ją siłą z tego tłumu wyciągać, wśród jej krzyków, pisków i komentarzy „cioć dobra rada” sugerujących, że mojemu dziecku dzieje się krzywda. Od tej pory zakupy kosmetycznie tylko w samotności, nie ma innej opcji. Kasia, mama dwójki: U nas te wybuchy są ostatnio takie „instant”, że czasami kończą się, zanim ja zdążę się połapać co się właściwie dzieje. I tak po 15 minutowym ataku z pełnym pakietem rzucania się, rzucania rzeczami, próbą „rzucenia mną”, syn przytulił się, oderwał i jak gdyby nigdy nic mówi: to co, układamy lego? Jeśli masz ochotę – podziel się też swoimi historiami w komentarzu! Zapisz się na listę zainteresowanych dołączeniem do kolejnej edycji kursu dr Jagody Sikory „Złość dziecka i rodzica. Self-regulation w praktyce.” Obsada dodaj obsadę Reżyseria Ocena Scenariusz Ocena Producenci Ocena Aktorzy Ocena Zdjęcia Ocena Kompozytorzy Ocena Kostiumy Ocena Montaż Ocena Muzyka Ocena Charakteryzacja Ocena Scenografia Ocena Dźwięk Ocena Efekty specjalne Ocena Pozostała Ekipa Ocena Więcej informacji Fabuła Opisy Recenzje Słowa kluczowe Multimedia Plakaty Zwiastuny Zdjęcia Pozostałe Komentarze Nagrody Wiadomości Wytwórnie Seanse TV Repertuar Inne strony www ~Bądź moim słońcem w tę ciemną noc. Prolog. Jeszcze prawie miesiąc do końca roku szkolnego i dwa dni do moich 17 urodzin. Zamierzałam je spędzić z moją najlepszą przyjaciółką Larą. Mieszkam w jedno rodzinnym domku z rodzicami i starszym bratem Aleksem. Mój pokój znajduje się na drugim piętrze, oczywiście mam osobną łaźenke . Ściany są koloru wrzosu, zaraz koło łóżka stoi biurko z komputerem . Na ścianie koło biurka wiszą moje zdjęcia z Larą i moim chłopakiem Samem. Sama znam od jakiegoś miesiąca jest to wysoki brunet z niebieskimi oczami i wyrazistymi rysami twarzy. Jednym słowem ująć jest bardzo przystojny. 1. Siedzenie samej w samej w domu to żadna frajda. W telewizji nic nie leciało więc włączyłam powtórki „gry o tron”. Po obejrzeniu całego sezonu zadzwonił do mnie Sam chciał się koniecznie spotkać ale nie u mnie w domu tylko w parku. Była jakąś 22:15 o takiej porze w parku, czyli to jakaś poważna sprawa. Wstałam z kanapy poszłam na górę wziąć prysznic bo do spotkania zostało jakieś pół godziny. Przebrałam się założyłam na siebie czarne rurki i szarą bluzę. Szybko uporałam się z włosami, nie musiałam się pytać rodziców o to czy mogę wyjść ponieważ jak zwykle ich nie było. Na góżę siedział Aleks z swoja nową dziewczyna, więc wyszłam z domu równie szybko jak i bezszelestnie . Od domu do parku dojazd zajął mi jakieś dziesięć minut więc do spotkania zostało pięć minut, ale Sam już czekał na mnie. Przywitał mnie jak zawsze delikatnym pocałunkiem w usta. - Hej skarbie co się stało że chciałeś się tak późno spotkać? –popatrzałam na niego był ubrany w dżinsy i czarny bluzkę. Jego piękne niebieskie oczy mnie hipnotyzowały. -Nic się nie stało tylko sięc za tobą stęskniłem- widać było że kłamie coś się musiało stać , ale nie chce mi o tym mówić więc nie będę prosiła- i jeszcze muszę ci o czymś powiedzieć- teraz to ja się zaczęłam stresować czy on chce zemną zerwać?! -O czym mi chcesz powiedzieć- miałam już najczarniejszy scenariusz przed oczami. -Może lepiej jak ci pokarze- przysunął się do mnie ostrożnie- bo i tak będziemy ze sobą na zawsze – jeszcze bardziej serce zaczęło mi walić myślałam że zaraz zemdleje .O czym on mówił, jak na zawsze? -Co masz na myśli?- przysunął się już tak blisko mnie że nie mogłam oddychać i jeszcze opar mnie o drzewo. Może on … nie to nie możliwe przecież on mnie kocha nie zabije mnie. Odsunął moje włosy z szyi i ugryzł. Nagle przez moje ciało przebiegł fala bólu dochodziła z miejsca złożonego tam wcześniej ugryzienia. Świat mi przed oczami zaczął wirować a reszty nie pamiętam… *** Obudziłam się w jakimś pomieszczeniu strasznie bolało mnie gardło i szyja. Otworzyłam ozy przede mną ukazała się postać mężczyzny to nie był Sam nie wiem kto to był. Chwile później do pomieszczenia wszedł Sam z uśmiechem na twarzy. - Nareszcie zbudziłaś się – pocałował mnie w usta. Ja jedynie odskoczyła szybko od niego stałam w rogu pomieszczenia. Drugi mężczyzna podszedł do mnie a jednym zgrabnym kopniakiem powaliłam go na ziemię- Nie bój się nic ci nie zrobimy. Przecież to ja Sami nie poznajesz mnie? – próbował do mnie podejść ale ja szybko odskoczyła. - Zostaw mnie ! Ty potworze! – usłyszałam głoś tak jakby wychodził ż moich ust ale nie brzmiał ja mój. – Nie podchodzi !!! – cały czas się do mnie zbliżał. Drugi podniósł się już z ziemi i szedł razem z Samem na mnie. - Mówiłem żebyś jej tego nie robił! – wykrzyknął ten drugi. Spojrzał się na mnie i delikatnie powiedział – Nie musisz się mnie bać ja ci pomogę nazywam się Alan może chcesz pogadać z jakąś dziewczyną czy coś ? – Z jaką dziewczyną o czym on mówił. - Z nikim nie chcę mówić chce się z stąd wydostać i zapomnieć o wszystkim a w szególności o tobie – wskazałam na Sama – Nienawidzę cię z całego serca ! – Alan zaczął się śmiać z Sama. -Widzisz tak chciałeś mieć nieśmiertelną dziewczyn i zmieniłeś tą biedaczkę która nawet cię nie kocha hahah… - śmiał się melodycznie . Natomiast Sam złapał mnie i przyciągnął do siebie . Szarpałam się ale bardzo mocno mnie trzymał. - Podaj ten lek na uspokojenie a nie się teraz śmiejesz !- Alan szybko podał szczykawkę z lekiem . Po podani usnęłam. Jedyne co w pamięci mi zostało to Alan i jego śmiech był on bardzo przystojnym szatynem z zielonymi oczami bardzo przystojny jednym słowem . W głowie zaczęły mi brzęczeć jakieś słowa. – Już jest spokojna całe szczęście- powiedział to chyba Sam. -Wiesz że ona jak się wybudzi będzie jeszcze bardziej wściekła? – dlaczego miała bym być wściekła a no tak trzymają mnie w jakimś pomieszczeniu .- Będzie bardzo głodna chyba nie chcesz jej zagłodzić jest dopiero po przemianie więc musi coś szybko zjeść powiedzieć Keili żeby coś przyniosła dla niej ? – Jak przemiana ?! -Tak powiedz a ja z nią posiedzę i poczekam aż się obudzi. – Alan wyszedł z pokoju a ja szybko otworzyła oczy i zeskoczyła z łóżka Sam był bardzo zdziwiony. - Lek na ciebie nie zadziała- westchnął ciężko – wiesz kim teraz jesteś ? –pokiwałam głową przecząco – Jesteś wampirem tak jak ja i Alan. - Że co !? Ja nim nie chcę być ! Rozumiesz!! – przybliżyłam się do niego a on się odsunął. - Nic już na to nie poradzisz bo przeszłaś przemianę. – powiedział to bardzo spokojnie jakby to była jakaś norma. Do pokoju wszedł Alan z dwoma woreczkami . Nagle uderzył we mnie ten zapach nie mogłam się powstrzymać i podeszłam bliżej Alana był bardzo zdziwiony. Podał mi jeden woreczek. - Proszę napij się. – jednym duszkiem wypiła cały woreczek miał zamiar podać mi drugi ale ja go nie chciałam. - Nie już starczy – Alan moją reakcją był bardzo zdziwiony- A teraz Sam słuchaj mnie nie chcę cię znać ma cię serdecznie dość ! – powiedziałam to i szykowałam się do wyjścia kiedy Alan złapał mnie za nadgarstek. - Nigdzie nie pójdziesz sam idę z Tobą . – mówił to stanowczo więc nie miałam wyjścia- I nawet nie chcę słuchać sprzeciwów jak nie ja z Tobą pójdę to Keili albo Rose rozumiesz ? – mówił do mnie jak do jakiegoś dziecka co uczy się chodzić albo jak nad opiekuńczy tatuś. - Dobra, niech ci będzie - szybko opuściłam pomieszczenie Sam nawet się nie odezwał. Gdy już opuściłam dom pobiegłam szybko do lasu usiadłam na zwalonym drzewie i zaczęłam płakać Alan obiło mnie i zaczął pocieszać, ale to i tak nic nie dało nadal płakałam . - Dlaczego ty tak płaczesz przecież to i tak nic nie zmieni- popatrzyłam się na niego otarłam łzy, ale po policzku pociekły mi następne i następne teraz to on otarł mi je. - Wiem że to nic nie zmieni, ale już nie mogę. – starałam się żeby głos mi się nie łamał, ale to i tak nic nie poskutkowało- Nie mam siły dlaczego on mi to zrobił! – wykrzyknęłam a on ciężko westchnął i zaczął. - Mi powiedział że zrobił to tylko dlatego że Cię kocha, ale my wszyscy wiemy że tak nie jest –powiedział to bardzo powoli a potem dokończył swą wypowiedź .- Prawdo podobnie zrobił to bo nie mógł się oprzeć twojemu zapachowi pewnie bardzo ładnie pachniałaś. Przeczytałem w jego myślach że nie obchodzi go to co teraz zrobisz. –On potrafi czytać w myślach !- Więc jeśli nie chcesz z nim mieszkać to możesz na razie zamieszkać u mnie. - Nie nie będę ci zawracać głowy i przeszkadzać . – powiedziałam to z lekko łamiącym się głosem . - Magda nie przesadzaj nie będziesz mi przeszkadzać .- skąd on wiedział jak mam na imię ? – proszę to nie będzie żaden kłopot dla mnie bo i tak mieszkam sam – chyba nie mam wyjścia bo do Sam już na pewno nie wrócę. Nie chcę go widzieć na oczy a Alan chce mi tylko pomóc . - Dobrze niech ci będzie – po czym wstałam on razem zemną i mnie przytulił. Szybko odskoczyłam. – Co ty robisz ! – posmutniał ale zaraz jego wyraz się zmienił i przeszedł w uśmiech . - Przytuliłem Cię nie widać ?- zaczął się śmiać – No dobra przepraszam nie chciałem cię urazić – teraz to ja go przytuliłam i pocałowałam w policzek – A to co miało znaczyć ? – przytulił mnie mocniej. - Nic po prostu ty jedyny mi pomogłeś i jesteś naprawdę miły – uśmiechnął się w łobuzerski sposób złapał mnie za rękę i pobiegliśmy . Po chwil byliśmy w tym budynku co się obudziłam dopiero teraz mogłam zobaczyć jak wygląda z zewnątrz . Była to jakaś opuszczona fabryk z zewnątrz wyglądała strasznie, ale jak weszliśmy do środki była jak pięcio gwiastkowy Hotel. Alan zaprowadził mnie do pokoju gdzie zastaliśmy jakieś dwie dziewczyny i Sama przypatrzałam mu się. Nagle nasze oczy się spotkały a ja szybko odwróciłam wzrok. Zapomniałam już że cały czas Alan trzymał mnie za rękę. -Magda zamieszka u mnie – powiedział stanowczo i złapał mnie mocniej za rękę – ponieważ nie chcę zostać z tobą – Sam wyrwał moją rękę z jego i mocno szarpnął. - Zostaw mnie ! – krzyknęłam i wyrwałam się Alan zakrył mnie swoim ciałem a jedna z dziewczyn stanęła koło mnie . - Ona zostaje zemną . Jest moja a ty masz się od niej odwalić – powiedział spokojnie Sam . - Może najpierw zapytasz się jej co chce zrobić ? – zapytała dziewczyna obok mnie. -Keili ma rację – powiedział Alan . Czyli ta dziewczyna nazywa się Keili. Sam najwyraźniej się zdenerwował, ale nie zbliżył się do nas tylko chodził w kółko po pokoju . - Dobra niech wam będzie! – wykrzyknął i podszedł bliżej – Magda – zwrócił się do mnie jak do dziecka – Czy zostajesz zemną czy z Alanem ? – chciałam przekazać Alanowi w myślach że on może nam coś zrobić, ale Alan pokręcił przecząco głową. -Chcę zostać z Alanem . – powiedziałam i złapałam Alana z rękę a on mocno ją ścisnął. -Dobrze więc w takim razie wypiepszać mi z stąd ! – krzyknął a potem podszedł do drugiej dziewczyny i coś jej szepnął . Alan pociągnął mnie za rękę i szybko wyszliśmy Keili została razem z Samem i tą drugą. Wsiedliśmy do jakiegoś auta sportowego i odjechaliśmy. Jechaliśmy dość szybko. - Magda mogę ci zadać pytanie ? – przerwał ciszę jaka zapadła po wyjściu z pokoju. -Tak. – odparłam szybko i stanowczo. Popatrzałam na niego był bardzo zamyślony i skupiony pewnie chciał dobrze ułożyć pytanie a może po prostu nie wiedział jak się do tego zabrać . -Dlaczego jak byłaś jeszcze pod wpływem przemiany myślałaś o mnie ? – powiedział to bardzo szybko, ale wszystko zrozumiałam. Popatrzyłam się na niego nie wiedziałam jak mu udzielić odpowiedzi. - Nie wiem nie pamiętam o czym wtedy myślałam ledwo pamiętam jak to się stało że zostałam tym czym zostałam .- powiedziałam szybko żeby uniknąć łamiącego się głosu ale mi to nie wyszło. - Przepraszam za to pytanie, ale nie rozumiem dlaczego o mnie myślałaś skoro nawet się nie widzieliśmy ani nie znaliśmy – wydawało się to troszkę dziwne a może nawet bardzo, ale już nie miałam siły się dłużej zastanawiać nad tym więc szybko zmieniłam temat. - Ile masz lat jeżeli mogę oczywiście o to zapytać - spojrzał na mnie chodzi nie powinien tego robić ponieważ kierował . - Jeżeli chodzi Ci o to w jakim wieku zostałem taki jak ty to osiemnaście – uśmiechnął się bo zobaczył jak na niego paczę – a jeżeli chodzi Ci o to ile lat po przemianie to pięćdziesiąt- złapał mnie za rękę - ty za to masz siedemnaście – nie brzmiało to jak pytanie ale i tak odpowiedziałam . - Tak, a nawet jeszcze nie bo za dwa dni powinnam skończyć siedemnaście – westchnęłam przypomniało mi się jak miałam spędzić moje urodziny z moja najlepsza przyjaciółka Larą – dwudziestego maja miała bym siedemnaście lat – byłam bardzo smutna i zaczęłam tęsknic za domem i przyjaciółmi. - W takim razie już dawno po twoich urodzinach – powiedział spokojnie koncentrując się na drodze . - Jak to ! – krzyknęłam spojrzał się na mnie – Przecież jeszcze dwa dni do moich urodzin – westchnął ciężko i odwrócił głowę. - Od tego jak się spotkałaś z samem minęły prawie dwa tygodnie – aż dwa tygodnie leżałam tak w tej ciasnej klice . - Moi rodzice pewnie się o mnie martwią muszę do nich zadzwonić - wyciągałam już telefon z kieszeni dżinsów, ale Alan z łapał mnie za nią. - Nie możesz kontaktować się z rodzina i przyjaciółmi – powiedział stanowczo pewnie nie chciał słuchać odmowy . - Dobrze rozumiem – powiedziałam i odwróciłam głowę w stronę okna . Była noc księżyc świecił bardzo jasna chyba była pełnia nie chciałam mu zadawać głupich pytań typu „czy wilkołaki istnieją skoro my też?”, ale i tak pewnie słyszał moje myśli bo zaczął się śmiać pokiwał przecząco głową . Jechaliśmy w milczeniu chyba z jakieś piętnaście minut. Zatrzymał auto pod jakimś małym pięknym domku . Wysiadł pierwszy i otworzył przede mną dziwi. - Tu na razie będziemy mieszkać – uśmiechnął się do mnie – chodzi – złapał mnie za rękę i poszliśmy do lasu. - Po co tu przyszliśmy ? – zapytałam, nie odpowiedział mi tylko się uśmiechnął . I pobiegł oczywiście ciągnąc mnie za sobą . Po chwili biegu zatrzymał się. - Dobra czas zapolować – przyciągnął mnie bliżej siebie – posłuchaj zrobimy to tak ponieważ ty będziesz pierwszy raz polować – pogłaskał mnie rękę po policzku – musisz się skupić bo to troszkę skomplikowane – nagle poczułam ból w szyj , szybko wyrwałam moją rękę z jego i pobiegłam przed siebie zatrzymałam się poczułam uderzenia serca szybko pobiegłam w tamto miejsce. Stało tam małe stadko saren szybko złapałam tą która najładniej pachniał a potem jeszcze jedna . Gdy skończyłam zaczęłam się rozglądać gdzie jest Alan. Gdy tylko o oni pomyślałam stał koło mnie uśmiechnął się do mnie i otarł krew z moich warg. - Gdzie byłeś ? – zapytałam . Wyciągnęłam z kieszeni telefon i przejrzałam się w nim pierwszy raz od czasu moje przemiany. Wyglądałam tak jak ja, ale nie zupełnie nadal miałam ciemno-brązowe włosy prawie do pasa , moje oczy nie były już niebieskie tylko bardziej takie brązowo złote a cerę miałam jak kość słoniowa byłam bardzo biała. Schowałam telefon i spojrzałam na Alana uśmiechnął się potem pogłaskał mnie policzku . - Polowałem – odpowiedział a nasze oczy się spotkały. Przysunął się do mnie bliżej a później przytulił mnie. - Dziękuje że mogę u Ciebie mieszkać – powiedziałam, nadal byłam w jego objęciach. Puściła mnie i pobiegliśmy do domu całą resztę nocy spędziliśmy na rozmawianiu o tym jak mam się żywić. Witam, niedawno wzięłam ślub i teraz wracam na dobre do pisania. Zaczynam całkiem nową historię o Uli i Marku, ale oczywiście cały czas będę pisać dalsze losy Uli i Marka po pokazie. Będzie to historia na podstawie książki Jadwigi Czajkowskiej " MACOCHA Spotykacie je prawie codziennie, o różnych porach, po prostu wszędzie. W osiedlowym sklepiku kupują bladym świtem czekoladowe płatki śniadaniowe. Na wywiadówce szkolnej z wypiekami na twarzy wysłuchują relacji o ostatnich wybrykach "klasowego sreberka", za którego wychowanie czują się odpowiedzialne. W poczekalni u dentysty spocone z emocji pocieszają drącego się wniebogłosy malucha. Na wyprzedażach w markecie polują na promocyjne opakowania dziecięcych skarpetek. Na basenie nie wierzą ratownikowi same czuwają nad każdym ruchem malucha. W aptece proszą o najskuteczniejszy środek na zbicie gorączki u dziecka poniżej lat dwunastu... Jednak nie dajcie się zwieść! Tylko z pozoru wyglądają i zachowują się jak matki, a wcale nimi nie są. To zakamuflowane macochy! Brr! Gdy taką zdemaskujecie, od razu spojrzycie na nią inaczej. Będzie na cenzurowanym, bo przecież zgodnie z bajkowymi regułami, którymi nas karmiono w dzieciństwie, jej życiowym celem jest gnębienie przybranych dzieci. W baśniowej fikcji panuje porządek i wiadomo, kto jest dobry, a kto zły. Jak świat światem wszystkie przedstawione w nim macochy są podłe, próżne, podstępne, fałszywe i tylko marzą o unicestwieniu pasierbów. Rodzona matka to samo dobro, ale macocha... Ucieleśnienie wszelkich negatywnych cech i chodząca niegodziwość. Poznajcie historię Uli, która w swoich dziewczęcych fantazjach nie widywała siebie w roli macochy ( czy marzy o tym jakakolwiek kobieta?). Jednak Amor jest marnym strzelcem - wypuszcza strzały na oślep i nigdy nie wiadomo, kogo trafi tym razem. Potem już tylko sakramentalne "tak" i świat staje na głowie. Usiadłam na krawędzi łóżka i spojrzałam na zegarek. Przymknęłam oczy i policzyłam w pamięci. Od sakramentalnego "tak" minęło czternaście godzin i seidem minut. Miałam ochotę westchnąć z ulgą, ale nie byłam w stanie - suknia opinała moje ciało jak pancerz. Oddychałam płytko, pozostawiwszy sobie luksus swobodnego zaczerpnięcia powietrza na później. Kreację wybrałam w wypożyczalni na dwa dni przed ceremonią. Od razu wpadła mi w oko. Jednoczęściowa, w stylu hiszpańskim, lekka i zwiewna; najbardziej spodobały mi się tiulowe falbany, uformowane w kaskadę opadającą od połowy ud do samej ziemi. Piękna, ale z mankamentem, bo nie na moją miarę. Presja czasu i przeświadczenie o najtrafniejszym pierwszym wyborze sprawiły, że po krótkiej chwili zadowolona opuściłam wypożyczalnię z odfajkowana w terminarzu kolejną sprawa do załatwienia. W salonie zaproponowano mi wykonanie poprawek krawieckich i dopasowanie sukni do sylwetki, pod warunkiem, że chodzi o zwężenie. Odwrotnej możliwości nie było. Obsługująca mnie starsza pani zniżyła głos, pogładziła pocieszająco po ręce i stwierdziła, że wprawdzie suknia nie jest na moją sylwetkę, ale z pewnością uzupełnia mój charakter i temperament. Oczywiście hiszpański, zaznaczyła. Na odchodnym dodała, że nie pamięta, by kiedykolwiek klientka tak szybko podjęła decyzję. Z wyrozumiałym uśmiechem mówiła o dziewczynach przychodzących z mamami, przyjaciółkami, siostrami, sąsiadkami i całymi tabunami doradców podobnego kroju, ale nigdy w pojedynkę. Szperały, marudziły, zwlekały, zmieniały zdanie, wypijały hektolitry darmowej kawy, przymierzały, zdejmowały, odkładały i przekładały. Oceniła mnie jako "szalenie optymistyczny przypadek i wulkan energii w jednej osobie". I poradziła jeszcze, konspiracyjnym szeptem, abym w przypadku kolejnej potrzeby ( a różnie w życiu bywa) zarezerwowała sobie więcej czasu. Ona mnie zapamięta i być może znajdziemy coś, co bardziej zamaskuje krągłości i optycznie wysmukli sylwetkę. Nawet do rozmiaru 38. A poza tym intuicja jej podpowiada, że nie kieruję się zasadą: "Warto wcześniej pomyśleć, a dopiero potem zrobić", raczej odwrotnie... Nie, nie próbowałam być złośliwa. Jej słowa brzmiały jak wskazówki dobrotliwej cioci. Na przyjęciu weselnym nie tknęłam niemal niczego, żeby nie narazić się na ryzyko pęknięcia szwów w najbardziej nieodpowiednim momencie, i teraz kiszki grały mi marsza, więc byłam szczęśliwa, że już po wszystkim. Usadowiłam się na tyle wygodnie, na ile pozwalały mi bardzo ograniczone możliwości, i wzięłam do ręki ślubny bukiet. Dopiero teraz miałam chwilę, żeby mu się przyjrzeć. Misternie ułożona kulista kompozycja w bladoróżowych odcieniach lekko już przywiędła, lecz wciąż jeszcze była pełna uroku. Sięgnęłam po komórkę i zrobiłam kilka zdjęć, a potem wpadłam w niszczycielski zapał. Jeden po drugim obrywałam płatki róż, gerbery, storczyków i jakichś nieznanych mi roślin, i rozrzucałam je na wszystkie strony. Na krótko wznosiły się w górę, ale siła ciążenia ściągała je na łóżko, komodę, podłogę oraz kilka kartonów z nierozpakowanymi jeszcze rzeczami z przeprowadzki. No właśnie, storczyki, pomyślałam. Ktoś kiedyś mówił, że w wiązance ślubnej przynoszą pecha. I zwiastują nieprzychylność losu. Ale były jeszcze róże! Symbol wielkiej miłości i pożądania. Policzyłam. Trzy storczyki i osiem róż. Kurczowo trzymać się tej myśli! Może nie będzie tak źle? Róż jest zdecydowanie więcej, więc statystycznie wzrasta prawdopodobieństwo wersji optymistycznej. Nie znałam symboliki pozostałych kwiatów i liści, i nie zamierzałam zawracać sobie nią głowy. Zresztą lubię wyzwania, niespodzianki i wielkie niewiadome. Nadają życiu smak, jak sól zupie. Nagle drzwi sypialni otworzyły się i z impetem stanął w nich Marek. Wreszcie bez marynarki, ale jeszcze w spodniach i białej koszuli z podwiniętymi rękawami, rozpiętym kołnierzykiem i poluzowanym krawatem. W jednej ręce trzymał butelkę szampana, a w drugiej dwa smukłe, przezroczyste kieliszki. Na widok tego, co robię, na chwilę zamarł, ale zaraz spokojnie wszystko odstawił, przykucnął obok i przyglądał się zaciekawiony. -Misia, odbija Ci? - zapytał z troską, jak krewny odwiedzający pacjenta w szpitalu psychiatrycznym. -Pomóż mi - śmiałam się, wyrywając przyklejone do bazy bukietu cekiny i perełki. - Przynajmniej z tym żelastwem! -A to ma jakiś sens? - dociekał, szarpiąc druty. -Chcę, żeby było pięknie i romantycznie. T po pierwsze. Po drugie nie będę suszyła bukietu, bo to podobno może zniszczyć naszą miłość. W zasadzie powinnam go spalić, ale nie mam pomysłu gdzie. W każdym razie trzeba go unicestwić raz na zawsze! -Co za bzdury! - stwierdził z udawaną dezaprobatą w głosie i postukał znacząco w czoło. - Nie spodziewałem się po tobie przesądów. Kto jak kto, ale ja powinienem o nich wiedzieć. Poza tym, jak świat światem zasada jest jedna: prawdziwej miłości nie można zniszczyć. Nie ma takiej opcji. - Zadowolony zmiażdżył w dłoniach ostatnie druciki, uformował je w kłębek i rzucił obok łóżka. - A teraz możemy zająć się wyłącznie sobą. - Z czułością odgarnął mi kosmyki z czoła. - Włączymy sobie włoską muzykę? Takie sentymentalne skojarzenia? Poznaliśmy się we Włoszech. Z zawodu jestem chemikiem i pracuję w Beauty of Nature, firmie produkującej kosmetyki na bazie naturalnych składników, więc wysłano mnie do Aten, do doktora Kazandzakisa - guru bezpiecznego, a zarazem spektakularnego upiększania, prowadzącego badania na jednym z greckich uniwersytetów - na konsultacje receptury nowego kremu. Miał mi pomóc wyważyć proporcje pomiędzy organicznymi a chemicznymi komponentami, zapachami i barwnikami nowatorskiego specyfiku, którym nasza firma zamierzała podbijać rynek. Wydelegowano mnie na tydzień, jednak doktora tak absorbowały przygotowania do międzynarodowej konferencji, że nie poświęcił mi zbyt dużo czasu. Zaledwie dzień. Przez kilka godzin dyskutowaliśmy w jego klimatyzowanym gabinecie, popijając gazowaną lemoniadę, a ja doskonale zdawałam sobie sprawę, że Kazandzakis jest rozkojarzony. Co chwila odbierał telefon, wydawał dyspozycje, wyciągał jakieś dokumenty z kompletnego rozgardiaszu na biurku, podpisywał pisma posuwane mu przez sekretarkę, nie przestając się do mnie uśmiechać i demonstrować szpary między górnymi jedynkami. Do dziś zastanawia mnie, czy jego krótka końcowa ocena receptury, ograniczona do perfectly and excellently, to skutek chęci pozbycia się mnie i zainkasowania niebotycznego honorarium czy pochwała kilkumiesięcznej pracy naszego zespołu. Tak czy inaczej, opinia dodała nam skrzydeł. Zaczęliśmy wierzyć w możliwość sięgania do gwiazd, a skrajni optymiści przewidywali nawet progresję sprzedaży szybszą niż w branżowych koncernach. Nie, do tego stopnia nie byłam naiwna. Wiedziałam, że nie jesteśmy gorsi, ale mniejsi i mamy mniej kasy. Przemysł kosmetyczny to po prostu gigantyczny biznes. Renomowane firmy z reklam telewizyjnych i billboardów przeznaczają potężne sumy na mamienie klientek sloganami typu:" Ten żel stworzyliśmy w trosce o ciebie", by te uwierzyły, że jest wyjątkowy. Ale tak naprawdę kosmetyki różnią się wyłącznie ceną... W każdym razie te siedem dni w Grecji zmieniło n ie tylko moją firmę, ale i moje życie. Doktor Kazandzakis, podając mi przy pożegnaniu porośniętą grubymi, czarnymi i poskręcanymi włosami dłoń, powiedział, że poznał wczoraj jakiegoś Polaka. Nazwiska nie zapamiętał, a nawet gdyby, nie byłby w stanie go powtórzyć. Podobno to etnograf, który przyjechał na uniwersytet, aby wygłosić cykl wykładów o Republice Południowej Afryki. Czy znam kogoś takiego? Oczywiście nie znałam i szczerze mówiąc, nie miałam zielonego pojęcia o jego dziedzinie, zainteresowana wszystkim, co ścisłe, wymierne i techniczne. Nauki humanistyczne były według mnie pseudonaukami, a wywody specjalistów - jałowym ględzeniem przyprawiającym o mdłości. Traktowałam je gorzej, bez serca, jak nocną zmorę, czyli... po macoszemu. Później zmieniłam poglądy, a określenie "po macoszemu" z wielkim hukiem na zawsze odprawiłam ze swego słownictwa. Doktor odprowadził mnie do drzwi i na widok przechodzącego akurat mężczyzny aż się roześmiał. Zagrodził mu drogę. -Co za zbieg okoliczności! Właśnie o panu mówimy! - wykrzyknął, aż po długim, wysokim i pustym korytarzu poniosło się echo. Podobno sens życia polega na odnalezieniu drugiej połowy własnej duszy, która ukryta jest w ciele innego człowieka. Jesteśmy spełnieni i kompletni, jeśli uda nam się ją zlokalizować i z nią połączyć. Jeżeli jednak nie potrafimy zaufać intuicji... Cóż - zostaniemy pokonani i zmarnujemy jedyną w życiu szansę. Reżyseria Ocena Sylwester Chęciński 7,5 Jerzy Tabor (drugi reżyser) Eugenia Jaśkiewicz (współpraca) Grażyna Sroka (współpraca) Scenariusz Ocena Ireneusz Iredyński (również) (dialogi) Producenci Ocena Czesław Jacenko kierownik produkcji 10 Henryk Kozłowski kierownik produkcji (dodatkowy) Małgorzata Olejak-Kociubińska kierownik produkcji (współpraca) Jerzy Jakubiak kierownik produkcji (współpraca) Aktorzy Ocena Marzena Trybała Magda, żona Romana Andrzej Seweryn Roman Barwiński 7,4 Wiesława Mazurkiewicz Matka Romana Mieczysław Pawlikowski Ojciec Romana Ewa Wiśniewska Zofia 7,1 Dorota Stalińska Majka, koleżanka Magdy ze studiów 6,7 Jan Englert Grzegorz Klimecki 7,5 Krystyna Wachelko-Zaleska Weronika Matwiejczuk, dziewczyna Romana z czasów studiów Jan Blecki Jacek, kochanek Magdy 5,0 Maria Klejdysz Kobieta 7,0 Grażyna Krukówna Urzędniczka CBM 7,0 Henryk Matwiszyn Kapitan MO Jerzy Moniak Erwin, kolega Magdy Teresa Sawicka Kobieta 8,0 Zdzisław Szymański Dozorca parkingu Daria Trafankowska Wieśka, koleżanka Magdy ze studiów Helena Wizło-Sztark Pani Hania, sekretarka Romana Stanisław Jaskułka Zenek, kolega w pracy Magdy Piotr Komorowski Ratownik Teresa Kujawa Sąsiadka Klimeckiego Ferdynand Matysik Gienio, kierowca ciężarówki 7,2 Paweł Nowisz Porucznik MO 7,1 Tatiana Sosna-Sarno Żona Stefana 6,0 Tadeusz Teodorczyk Kelner Zygmunt Wiaderny Sąsiad Barwińskich Grażyna Wnuk-Korin Koleżanka Majki Zdjęcia Ocena Andrzej Ramlau 7,0 Wiktor Nitkiewicz (współpraca) Zygmunt Krusznicki (współpraca) Kompozytorzy Ocena Piotr Figiel 7,0 Kostiumy Ocena Marek Mierzejewski Montaż Ocena Krzysztof Osiecki 7,0 Ewa Pakulska (współpraca) Muzyka Ocena Piotr Figiel dyrygent 7,0 Charakteryzacja Ocena Jadwiga Raińska-Piotrowska charakteryzator Scenografia Ocena Tadeusz Kosarewicz scenograf Jerzy Oleś scenograf (dodatkowy) Janusz Dwornik scenograf (współpraca) Zbigniew Ostoja-Zagórski dekorator wnętrz Dźwięk Ocena Norbert Zbigniew Mędlewski dźwięk Antoni Górecki dźwięk (współpraca) Efekty specjalne Ocena Pozostała Ekipa Ocena Irek Hartowicz operator kamery Grażyna Niewińska konsultant (muzyka) Józef Jarosz kierownik planu

ala i magda pełna historia